Nigdy się nie poddawaj

Rozwijalnia Kobiet to inicjatywa, o której myślałam od wielu miesięcy. To był kolejny krok, aby na dobre rozstać się z etatem, którego nienawidziłam. Z etatem, który sprawiał, że każdego dnia od 10 lat wstawałam z łóżka o godzinie 5.15 z jedną tylko myślą "Boże! Znowu do tej cholernej pracy!" Wyglądało na to, że w końcu spełnią się moje marzenia: o własnej firmie, o pomaganiu innym, o wstawaniu z łóżka, z uśmiechem na twarzy...
Tematyka spotkań, miejsce, prelegenci, którzy mieli wystąpić na I spotkaniu Rozwijalni Kobiet – wszystko było dopięte na ostatni guzik. W świat szła informacja że niebawem ruszamy. Myślałam, że nic nie może stanąć na drodze do realizacji mojego marzenia. Byłam podekscytowana i miałam ochotę obwieścić to całemu światu.

3 tygodnie przed terminem I spotkania Rozwijalni miała miejsce Konferencja Toastmasters we Wrocławiu, na którą czekałam z niecierpliwością – fantastyczni ludzie, dawka inspiracji i motywacji do działania, czas na integrację i ciekawe rozmowy w kuluarach. Czułam, że to będzie niezapomniany weekend we Wrocławiu. Był, ale niestety z innych względów... W sobotę rano, w trakcie jednej z przerw odebrałam telefon od mojego brata po którym nic nie było już takie same. "Mama nie żyje".

To zdanie będę pamiętać do końca życia. W jednej chwili poczułam, że mój świat rozpadł się na kawałki, stałam na hotelowym korytarzu pełnym ludzi, a po mojej twarzy płynęły łzy. To była moja wina! Gdybym odwiedziła mamę kilka dni wcześniej – nadal by żyła.

W ciągu godziny wsiadłam w pociąg, aby jak najszybciej spotkać się z moim bratem. Czekały mnie przygotowania do pogrzebu. Nie miałam siły. Czułam jakby uszło ze mnie całe powietrze. To ja przyczyniłam się do jej śmierci...

Rozwijalnia Kobiet, która była moim marzeniem, odeszła w niepamięć. W przeddzień pogrzebu po wielu latach przerwy z bijącym sercem poszłam do spowiedzi. Wiedziałam, że mama bardzo by tego chciała. Uklęknęłam przed konfesjonałem nie mogąc wykrztusić z siebie ani słowa. Rozbeczałam się jak dziecko. Pamiętam tylko słowa spowiednika, który powiedział "To nie była Twoja wina". Czułam jakby ktoś zdjął olbrzymi kamień z mojego serca. Wyszłam z kościoła lekka jak piórko, bez poczucia winy, które wcześniej nie dawało mi spać.

Przeszłam w życiu wiele, ale dotychczas nie zdawałam sobie sprawy że mam w sobie tyle siły. A może czuwała nade mną moja mama? Dopiero po jej śmierci zrozumiałam, to co próbowała mi powiedzieć przez wiele lat. To właśnie moja mama nauczyła mnie, że pomaganie innym jest tak samo naturalne jak oddychanie. Dzięki niej zdałam sobie sprawę z tego, że moim powołaniem jest pomaganie innym kobietom, dodawanie im siły i motywacji do działania. Tej siły niestety zabrakło mojej mamie. Właśnie wtedy postanowiłam, że Rozwijalnia Kobiet powstanie z myślą o niej, ale także z myślą o wszystkich kobietach które potrzebują inspiracji i motywacji do działania. Kilka dni temu trafiłam na zdanie, które wypowiedział Albert Pine i zdałam sobie sprawę, że doskonale pasuje ono do tego kim chcę być i co chcę robić jako człowiek, ale też jako założycielka Rozwijalni Kobiet: "To co robimy dla siebie umiera wraz z nami. To co zrobimy dla innych i świata pozostanie nieśmiertelne"

 

Formularz kontaktowy